NA POCZĄTKU BYŁO… Wąchanie czerwonej lewitującej kropki
„Dokładnie dwanaście lat temu i jeszcze trochę, chyba na wiosnę, zdarzyło się coś,
co bardzo zmieniło moje podejście do pracy, a także sztuki, w szczególności mojej własnej. Byłam jeszcze wtedy na III roku studiów w Akademii Sztuk Pięknych.
W Pracowni Technik Drzeworytniczych prowadzonej wówczas przez profesora Andrzeja Mariana Bartczaka namalowałam szkic-projekt do mającego powstać podczas zajęć linorytu. Projekt nie został jednak użyty do tego celu, zapewne ze względu na zbyt skomplikowaną jak dla młodego adepta grafiki (czyli wówczas mnie) swoją barwną wielowarstwowość, trudno przekładalną na surowy język linorytu czy drzeworytu. W oczach pedagoga szkic ten zyskał jednak miano perły, takiej, co to zdarza się podobno artyście raz na jakiś czas w jego dorobku twórczym.
Zapewne profesor w swojej mądrości i wyobraźni miał jakąś szczególną archetypiczną wizję antycznego profilu kobiety wąchającej czerwoną kropkę, której nie było mi dane ujrzeć i której jeszcze wtedy nie rozumiałam. Czułam tylko, że rosną mi skrzydła
albo że może to ja jestem tą czerwoną kropką i unoszę się nad ziemią.
Z czasem przekonałam się, że coś w tym musiało być. Tamten etap stał się niejako kamieniem milowym w moich dalszych działaniach, a tytuł: Wąchanie czerwonej lewitującej kropki, pospiesznie nadany, dodał mi odwagi, gdy wymyślałam
tytuły dla późniejszych rysunków. Jednak ważniejsza dla mnie w tamtym momencie była odkryta nowa technika malarsko-rysunkowa – atramentowo-tuszowa.
Na pracy z 2003 roku nie widać jeszcze jej spektakularnych możliwości. Pojawią się one dopiero później w cyklach ilustracji zwierzęcych. To był właściwy moment, otworzyły się przede mną drzwi do „ogrodu rozkoszy” malarstwa. Zabawa techniką, plamą barwną, a potem kontemplacja jej, uwolniła we mnie na nowo niewinny zachwyt i dziecięcą spontaniczność. „Powrót do dzieciństwa” odbywa się do tej pory za każdym razem, gdy biorę do ręki pędzel.
Wspomniana technika nie wymaga kosztownego ani skomplikowanego warsztatu, daje jednak szerokie możliwości malarskie i rysunkowe. Polega na nanoszeniu plam barwnych ze sporządzonej uprzednio mieszanki na papier kredowy. Mieszankę sporządza się z dwóch składników: tuszu i atramentu. W zależności od efektu barwnego, jaki się chce ostatecznie uzyskać, należy dobrze przygotować proporcje. Proponuję na początek proporcję 3:2 (tusz : atrament). Atrament w duecie z tuszem ma być jakby czystym dźwiękiem. Tak więc wyboru koloru należy dokonać wśród czystych, żywych barw, np. turkusowy, błękitny, zielony, czerwony. Natomiast tusz kreślarski w tym wypadku staje się niejako tłem, akompaniamentem do czystego dźwięku. Dobrze więc na początek przy eksperymentowaniu wybierać kolory ciemne, złamane, takie jak czerń, brązy, zielenie (uwaga: by uzyskać inny niż posiadany odcień brązu należy go przełamać, dodając innego koloru, np. granatowego, żółtego bądź czerwonego; należy jednak pamiętać, że w tym wypadku musi to być tusz). Przy takim doborze kolorów tuszu i atramentu (ciemny plus czysty kolor), a następnie ich zmieszaniu mamy gwarantowany spektakularny efekt końcowy plamy barwnej.
Po połączeniu obu składników powstaje zawiesina o jednym tylko kolorze, natomiast po naniesieniu jej na powierzchnię papieru uzyskuje się o wiele więcej kolorów. Nanoszenie barwnej mikstury może odbywać się bezpośrednio na papier za pomocą szmaty, wacika, miękkiego, np. okrągłego pędzla (tak powstaje plama barwna malarska lub rysunek lawowany) bądź patyka czy starego markera (rysunek szrafowany), gąbki (tu poprzez topowanie powstają interesujące struktury).
Plamę można wykonać klasycznie, przeciągając pędzel dowolnie po płaszczyźnie papieru lub spieniając na niej miksturę, poprzez wykonanie drobnych kolistych ruchów pędzlem. W obu przypadkach po niedługim czasie, jak tylko plama podeschnie w osiemdziesięciu lub dziewięćdziesięciu procentach (szczyt plamy może być wilgotny), należy mokrą szmatką zdjąć nadmiar tuszu. W efekcie powstaje piękny, dekoracyjny, rozwibrowany motyw o silnym kontraście barw. W miejscu zdjęcia nadmiaru tuszu odsłania się czysty kolor użytego atramentu w postaci barwnego koła lub podłużnej plamy w otoczce z koloru tuszu. Nowością w tej technice jest właśnie ten efekt rozdzielenia się obu składowych barw mikstury na papierze. Atrament, jako środek barwnikowy, ma właściwości mniej lub bardziej transparentne, tym różni się od pigmentowego tuszu mającego właściwości kryjące. Jako komponent mieszanki wnika w papier, natomiast tusz pigmentowy pozostaje na jego powierzchni. Inny sposób malowania mieszanką tuszu i atramentu to klasyczne nanoszenie plamy barwnej pędzlem na wilgotny obszar papieru – w tzw. „kałużę wody”. Kandinsky nazwałby zapewne to zapładnianiem płaszczyzny. Wystarczy dotknąć powierzchni mokrego papieru pędzlem nasączonym tuszem i atramentem, by móc za chwilę się rozkoszować spektakularnym rozszczepieniem plamy barwnej, rozpływaniem się jej na podłożu, jakim jest papier. Dodatkowo zetknięcie się z wodą mieszanki obu kolorów powoduje wytrącenie się większej ilości niuansów barwnych. W tej technice sam papier jest równie ważny jak zestawienie barwników. Efekt, jaki ostatecznie uzyskamy na naszym obrazie, może wynikać także z chemicznych i fizycznych właściwości wybranego podłoża czy jego zależności względem pigmentu lub barwnika. Mieszanka bardzo różnie zachowuje się w przypadku różnych rodzajów kredowych podłoży. Papier kredowy, inaczej mówiąc kredowany, jest to bezdrzewny papier, powlekany cienką warstwą mieszaniny białego pigmentu mineralnego (zazwyczaj siarczanu baru i kaolinu); prasowany, klejony w masie charakteryzuje się śliskością i obniżoną wsiąkliwością. Efektów przenikania się barw tuż po pierwszym pociągnięciu pędzla nie da się powtórzyć na żadnym innym papierze, tylko na kredowym i to wyłącznie po zmieszaniu tuszu i atramentu. Barwy wykonanego obrazu są mocno nasycone, dzięki czemu efekt jest nieco inny niż w akwareli.
W tej technice już po jednym pociągnięciu pędzla ma się silnie zróżnicowaną plamę. Obcujący z obrazami wykonanymi w tej technice, myślą, że jest to wydruk cyfrowy o bardzo dobrej jakości. W tym momencie chciałabym zachęcić wszystkich czytających ten tekst do prób malarskich w tej technice. Nie trzeba być artystą, studentem ani uczniem liceum plastycznego, wystarczy cierpliwa, wnikliwa i wrażliwa natura. Zetknięcie z techniką nie musi rodzić również konkretnych obrazów, moment skupienia uwagi na rozpływających się barwnych plamach, dotykania pędzlem do powierzchni papieru może okazać się cenniejszym doświadczeniem niż oczekiwany efekt. Samo malowanie może mieć coś z terapii. Niech ma. Gwarantuję poczucie radości twórczej, świetną zabawę, może trochę powrotu myślami do dzieciństwa. Eksperyment pozwoli się otworzyć, rozluźnić.
Sama tego doświadczam, tworząc konkretne realizacje rysunkowe i malarskie. Niezależnie od mozołu późniejszych efektów i założeń zawsze przez ten etap przechodzę. Doświadczenia związane z tą techniką stały się niezmiernie pomocne w mojej pracy ze studentami w Pracowni Rysunku i Działań Eksperymentalnych, podczas wakacyjnych warsztatów z młodzieżą, starszymi i dziećmi. Technika doskonale nadaje się też do tworzenia ilustracji.
Wąchanie lewitujacej kropki” – tekst o autorskiej technice malarsko-rysunkowej.
Magazyn kulturalny Łodzi i województwa łódzkiego „Kalejoskop” oraz publikacja prac malarskich, nr 11/2015/listopad; s.50-52
https://www.e-kalejdoskop.pl/content/magazyny/pdf/kalejdos11_2015pdf-1504005486.pdf